CONVERSATION

3 komentarze:

  1. To dla mnie szok... Patrzę na jej płyty - jedyne dwie, które wydała - stojące na mojej muzycznej półce i wciąż nie wierzę, że nigdy nie usłyszę jej na żywo... Ciągle miałam nadzieję, że się podniesie, że da radę wygrać ze swoimi demonami - jest mi przeraźliwie smutno, że przegrała tę walkę.

    ReplyDelete
  2. Ja też do tej pory nie mogę się otrząsnąć, nie rozumiem tego i nie chcę przyjąć. Uwielbiałam ją, jej płyty były i są jedynymi tak często odtwarzanymi na moim iPodzie. Dla mnie Amy była taką współczesną wersją Janis Joplin.
    Niestety - choćby nie wiem ilu się miało przyjaciół i jaką rodzinę - w tym wszystkim w czym ona była jest się zawsze samemu. To jest ten moment, który już wszedł do tej smutnej części historii muzyki jak niedawna przecież śmierć Kurta Cobaina, Layne'a Staley'a, Petera Steela.

    ReplyDelete
  3. Od 2 dni budzę się z uczuciem niedowierzania i ukłuciem w dole brzucha - nie jestem w stanie przełknąć śmierci Amy. Zaczęłam jej słuchać stosunkowo późno, bo dopiero w 2007 r., i pamiętam, że z miejsca uznałam ją za muzyczne objawienie, jakiego nie doświadczyłam od dawna. Jej pierwsza płyta była przeze mnie odtwarzana chyba nawet częściej niż druga, która przyniosła jej sławę. Ciągle czekałam na jej powrót i nie mogę się pogodzić z tym, że odeszła tak nagle ;( Chyba dużo czasu minie, zanim to do mnie w pełni dotrze...

    ReplyDelete

Thank you for your visit :)
Dziękuję za odwiedziny i komentarz :)