CED by Doug James (JDJ International)

Od dobrych kilku lat zabierałam się za pisanie posta o lalkach CED - mojej dawnej lalkowej miłości. Pierwszą osobą w Polsce, która posiadała te lalki była Ania - hazeleyedlady. Spotkałam się z nią w Sopocie podczas jej służbowej podróży i Ania była tak miła, że specjalnie przywiozła ze sobą lalkę CED - o ile mnie pamięć nie myli była to Constance Antiquing. 
No i wpadłam jak śliwka w kompot. Byłam zafascynowana skalą tych lalek (19 i pół cala), obłędnie wykonanymi ubrankami, butami, akcesoriami - ich ogólnym klimatem i prezencją. Ich ubranka zawsze były odszyte po mistrzowsku, wykonane z najlepszych tkanin, nawet podszewki były jedwabne, buty i torebki z prawdziwej skóry  - do tej pory uważam że CEDki pod względem jakości były jednymi z najlepiej ubranych fashion dolls. 

Na tle wyidealizowanych lalek winylowych, które były dostępne w tamtym czasie lalki CED wyróżniały się tym, że  tym że są przedstawieniem dorosłych, dojrzałych kobiet, mają twarze realnych kobiet, normalne pod względem proporcji ciała. CEDki - jak każde lalki - miały w moim odczuciu też kilka wad:  czasami ciężkie, toporne makijaże  (ale od czego są repainty) oraz delikatne plastikowe części ciała, na które trzeba było bardzo uważać.

Po spotkaniu z Anią zaczęłam się nimi interesować, poznawać, pierwszych kilka panien CED zamówiłam od Lynn z Cherished Friends, a potem, już bezpośrednio od Douga Jamesa (przemiłego, wspaniałego człowieka) z firmowego sklepu CED. Im tym samym stałam się drugą w Polsce szczęśliwą posiadaczką CEDek. Poza pierwszymi trzema lalkami CED (Flower Show, Dance Card i LaScala) przewinęły się przez moje ręce bodaj wszystkie. 

Lalek CED już w swojej kolekcji nie mam. Niestety nie mam też zbyt wielu dobrych jakościowo zdjęć tych lalek, ale mimo to i w tym poście i pewnie w jeszcze kilku następnych traktujących o lalkach CED takie niezbyt dobre zdjęcia pojawią się. Zdjęcia opublikowane w tym poście pochodzą z 2007 roku. 

Mam słabość do oldskulowych fashion dollsów, uwielbiam oglądać stare zdjęcia pierwszych Tiny Kitty, klasycznych tonnerek czy właśnie CED - dlatego między innymi zdecydowałam się na cykl postów o nich, drugim bardzo ważnym dla mnie powodem jest fakt, że te lalki były w swoim czasie perłą mojej kolekcji, dawały mi ogromne zadowolenie i radość :)

Poniżej jedyne zbiorowe zdjęcie moich CEDek jakie udało mi się znaleźć w czeluściach dysku z lalkowymi tematami (od lewej stojąc: Claire in Provence w ubranku Dollmino, Constance in Antiquing w swoim oryginalnym ubraniu, Cara in Nicely Suited  w swoim oryginalnym ubraniu, Claire in Portrait w sukience Dollmino, Constance in Caribbean Sunset  w swoim oryginalnym ubraniu; od lewej siedząc: Chiara Tricky Spot  w swoim oryginalnym ubraniu, Constance in Wedding March w ubranku CED Harlow's Closet i Colin Basic w ubranku CED Summer Retro.


Brakuje tu jeszcze Colin in Klub Afrikan, Constance in Christmas Lights, Catherine in Introductions - ale pojawią się na osobnych zdjęciach w nowych postach.



Trochę danych technicznych o lalkach CED: zostały wymyślone, zaprojektowane i stworzone przez Douga Jamesa JDJ International; jak już wspomniałam wcześniej mają 19 i pół cala, głowa i dłonie wykonane są z winylu a samo ciałko z twardego plastiku (jak u Antoinette), mają 14 punktów artykulacji (w moim odczuciu zupełnie zbędny był "majtkowy" staw w pasie, a brakowało stawu pod biustem jak u Antoinette).

Sama nazwa lalek CED - jest monogramem dwóch imion i nazwiska danej lalki:
Claire Elizabeth Daniels (pochodzenia brytyjskiego/amerykańskiego), 
Cara Emilie Duncan (pochodzenia indonezyjskiego), 
Constance Erin Dash (pochodzenia brazylijskiego), 
Catherine Emily Donahue (pochodzenia irlandzkiego), 
Colin Elia Dehan (pochodzenia nigeryjskiego), 
Chiara Elena Desanti (pochodzenia włoskiego).

 Pierwsze jakie się ukazały w sprzedaży to Claire, Cara i Constance - ich debiut nastąpił w 2002 roku na Toy Fair Washington DC, a około 2006 roku dołączyły następne: Colin, Catherine i Chiara.

Tutaj możecie sobie poczytać szczegółową historię powstania i idei lalek CED:

Na dziś - biorąc pod uwagę brak nowych kolekcji i nowych lalek - linia CED jest raczej zamrożona, czasami sporadycznie ukaże się jakaś lalka - ale to raczej wariacja na temat już istniejącej, tak samo sprawa się ma z ubrankami czy akcesoriami. Natomiast jakiś czas temu Doug James zaprojektował i wydał fantastyczną S series - są to lalki prawie w skali CED, mają 19 cali i są węższe w barkach i biuście od CEDek, sprawiają wrażenie delikatniejszych i smuklejszych, no ale przede wszystkim są to żywicowe BJD wydawane w bardzo małych ilościach - od jednej do bodajże 20 (jest też wersja męska).

Niestety nie miałam okazji zobaczyć żywicowej Seine czy Sayer na żywo, choć nie ukrywam, że trochę mnie kusi kupno, zostało mi sporo fantastycznych ubrań i butów CED, więc taka panna miałaby u mnie raj ;) 
Ale teraźniejsze lalkowe ceny, kosmiczne koszty przesyłki i potem niezapomniane spotkania z Urzędem Celnym studzą jak na razie skutecznie mój kolekcjonerski zapał.

i jeszcze kilka zdjęć legitymacyjnych z jedynej wspólnej sesji moich CEDek:

Cara in Nicely Suited

Claire in Provence

Chiara in Tricky Spot


Constance in Carribean Sunset


Colin Basic


Claire in Portrait

Share this:

, , , , , , , , , , ,

CONVERSATION

10 komentarze:

  1. robią kolosalne wrażenie!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gdy pierwszy raz zobaczyłam CEDkę na żywo to mnie dosłownie zatkało. Moja przyjaciółka Megi, która z kolei po raz pierwszy zobaczyła CEDki u mnie wróciła do domu z dwoma :)

      Delete
  2. Bardzo oryginalne i osobliwe lalki. Słyszałam jedynie o nich, ale nigdy nie miałam przyjemności niestety zobaczyć w realu. Na zdjęciach były albo przemalowane (nieumiejętnie niestety) albo niewyraźne. Mam nadzieję, że niektóre z nas je jeszcze mają w swoich kolekcjach i kiedyś będę miała okazję zobaczyć CED na żywo.
    Dziękuję za ten wpis, nie wiedziałam, że są tak śliczne!

    ReplyDelete
    Replies
    1. To są lalki w moim odczuciu dość niszowe - choćby ze względu na nietypową dla fashiondollsów skalę oraz fakt, że nie są "lalkowate", nie są typowymi szparagowatymi pięknościami, tylko reprezentują dojrzałe kobiety o normalnych ciałach. Ich minusem pod względem technicznym jest plastik, z którego wykonane są ich ciałka - bardzo delikatny, łamliwy i niestety chyba niezbyt dobrej jakości, raz nawet niechcący złamałam Constance rękę w łokciu i musiałam kupić osobne ciałko na wymianę. Natomiast głowy i dłonie to mistrzostwo świata.
      Połowa z CEDek, które sprzedawałam trafiła do Polski - więc na 100% kolekcjonerzy mają je jeszcze w swoich lalkowych gromadkach :)

      Delete
  3. Uwielbiam! Udało mi się zdobyć trzy Constance, Colin i Claire. Na allegro jeszcze przewijają się czasem zrepaintowane wersje, ale sama wolę oryginalne make upy. Tak jak piszesz są bardzo oryginalne i mimo swej pozornej toporności (która gdzieś znika po ubraniu lalki) mają niezwykły urok.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pomimo tych mejkapów robionych ciężką ręką - chyba nie decydowałabym się na zrepaintowanie CEDki, bo bałabym się, że mimo wszystko stracą swój klimat. Zgadzam się z Tobą, że CEDki mają niezwykły urok i cieszę się, że masz w swojej kolekcji aż trzy - moim zdaniem najładniejsze i najciekawsze sculpty :)

      Delete
  4. I have the same weakness for "old school" dolls, like these CEDs and old Tonner dolls. I have a Portrait Claire and she is very special to me, I cherish her :-). The realism of CED dolls is still amazing in my opinion, they really do look like real women in miniature! Greetings :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. I have an impression that back in the day ;) quality of the dolls and their clothes, accessories etc. were top priority. Nowadays it look completely different.
      I do not have any CED in my collection anymore, but the resin version is on my wishlist :)

      Delete
  5. Tak , to są niezwykłe lalki. Troszkę żałuję, że pozbyłam się swojej. Ale co tam. Wszystko przedemną. Ze znanych mi osób, to Ania/Barbik ma CED-ki.
    Marta boskie zdjęcia i wspaniała, nieomalże encyklopedyczna sesja zdjęciowa wraz z opisem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Aniu, dziękuję za miłe słowa :) Straszną radochę daje mi wznowiona blogowa aktywność :D
      W mojej kolekcji przewinęły się setki lalek i chyba nie żałuję żadnej mojej sprzedażowej decyzji, na dany moment, na dany czas - decyzja o sprzedaży/kupnie/wymiance była dobra i podyktowana różnymi względami. W moim odczuciu z niektórych lalek czy skal po prostu się wyrasta, wiele decyzji spowodowanych jest czynnikami ekonomicznymi - bo niestety nie zarabiamy tak jak kolekcjonerzy ze Stanów czy zachodniej części Europy i stosunek cen lalek (plus koszmarnie wysokie w ostatnich czasach koszty przesyłek i cło od którego się nie ucieknie) względem naszych możliwości finansowych jest absurdalny. No ale c'est la vie ;)

      Delete

Thank you for your visit :)
Dziękuję za odwiedziny i komentarz :)